Nowe BMW M5 łączy brutalne osiągi z układem plug-in hybrid, więc to już nie tylko szybsza limuzyna, ale samochód, który próbuje pogodzić dwa światy: codzienną użyteczność i poziom przyspieszenia kojarzony z autami stricte sportowymi. W przypadku bmw m5 2025 najciekawsze są nie same liczby, ale to, jak BMW przełożyło je na jazdę, ładowanie, komfort i realny sens zakupu. Patrzę na ten model właśnie przez ten praktyczny filtr.
Najważniejsze fakty o nowym M5
- To siódma generacja M5 i pierwsza z napędem plug-in hybrid.
- Układ V8 + silnik elektryczny generuje 717 KM i 1000 Nm.
- Przyspieszenie 0-100 km/h zajmuje 3,4 s, a prędkość maksymalna wynosi 250 km/h lub 306 km/h z pakietem M Driver’s Package.
- Na samym prądzie auto przejedzie około 40 km, więc najlepiej działa z regularnym ładowaniem w domu.
- Masa własna to około 2445 kg, ale bagażnik nadal ma około 467 l.
- BMW podaje bazową cenę 119 500 dolarów plus 1175 dolarów opłat transportowych.
Co naprawdę zmieniło się w nowym M5
Najważniejsza zmiana nie dotyczy tylko mocy, ale filozofii całego auta. BMW połączyło 4,4-litrowe V8 z silnikiem elektrycznym i zrobiło z M5 samochód, który potrafi jechać po cichu na krótkim dystansie, a chwilę później wystrzelić z siłą właściwą bardzo szybkim maszynom. To już nie jest klasyczne, lekkie M5 z dawnych lat. To duża, bardzo techniczna limuzyna, która ma robić wszystko naraz.
| Parametr | Wartość | Co to znaczy w praktyce |
|---|---|---|
| Napęd | Plug-in hybrid z V8 | Możesz jechać na prądzie w mieście i korzystać z pełnej mocy przy dynamicznej jeździe. |
| Moc systemowa | 717 KM | To poziom zarezerwowany dla aut, które nie udają sportowych - one naprawdę szybko jadą. |
| Moment obrotowy | 1000 Nm | Mocny start z miejsca i bardzo mocne wyjście z zakrętów. |
| 0-100 km/h | 3,4 s | W praktyce jesteś w strefie super-sedanów, nie zwykłych sportowych limuzyn. |
| Prędkość maksymalna | 250 km/h, lub 306 km/h z M Driver’s Package | Standard wystarczy na drogę, pakiet podnosi sens auta na torze i autostradzie bez ograniczeń. |
| Masa własna | Około 2445 kg | To ważne: auto jest szybkie, ale nie lekkie, więc charakter prowadzenia będzie bardziej masywny niż kiedyś. |
| Zasięg elektryczny | Około 40 km | Wystarczy na dojazdy, zakupy i część miejskich tras bez uruchamiania V8. |
W tej generacji widać też bardzo wyraźnie, że BMW nie traktuje elektryfikacji jako ozdoby. To część całego układu napędowego, która pomaga przy ruszaniu, elastyczności i odzyskiwaniu energii. Na tym etapie najważniejsze pytanie brzmi już nie „czy to jeszcze M5?”, tylko „jak to jeździ w realnym świecie?”
Napęd i osiągi bez marketingowej mgły
W danych BMW widać jasno, że sama jednostka spalinowa też nie jest przypadkowa. V8 rozwija 577 KM, a silnik elektryczny dokłada do 194 KM, co razem daje 717 KM systemowo. To ważne, bo nie chodzi o prostą hybrydę dla oszczędności, tylko o układ, który ma podbijać reakcję na gaz i utrzymywać moc w szerszym zakresie użytecznych obrotów.
W praktyce najbardziej czuć to w dwóch sytuacjach: przy ruszaniu i przy wyjściu z zakrętu. Napęd na cztery koła M xDrive oraz aktywny dyferencjał tylnej osi dbają o trakcję, więc auto nie marnuje energii na uślizg. To daje efekt bardzo powtarzalny: naciskasz gaz i M5 po prostu idzie do przodu, zamiast najpierw zastanawiać się nad przyczepnością.
Jest jednak uczciwy kompromis. Masa około 2445 kg nie zniknęła, więc nawet przy świetnych parametrach to nie jest lekka, zwinna zabawka. Z mojej perspektywy to właśnie najważniejsza rzecz do zrozumienia przed oceną tego auta: nowe M5 jest szybkie, bardzo szybkie, ale nie jest „lekkie” w odbiorze. Na drodze daje ogromne poczucie rezerwy, natomiast na ciasnym odcinku czy torze fizyki nie da się całkiem oszukać.
BMW dorzuciło też kilka elementów, które pokazują sportowy zamiar bez konieczności zaglądania do katalogu dodatków. Jest Launch Control, jest sportowy układ wydechowy z aktywnymi klapami, a top speed można podnieść do 306 km/h po wyborze pakietu M Driver’s Package. To już nie jest tylko limuzyna, która „mocno przyspiesza”. To samochód zbudowany tak, by znosił bardzo intensywną jazdę przez dłuższy czas.
Od tej mechanicznej strony płynnie przechodzi się do pytania ważniejszego dla codziennego użytkownika: jak to się sprawdza, gdy nie jedziesz na pełnym gazie.
Jak jeździ na co dzień i kiedy hybryda ma sens
To właśnie tu ten model ma największy sens albo traci większość zalet. Jeśli masz możliwość regularnego ładowania, M5 potrafi zachowywać się jak duża, cicha limuzyna na krótkich dystansach. BMW oferuje tryb ELECTRIC do jazdy lokalnie bez emisji spalin, a eCONTROL pozwala utrzymać albo odbudować poziom energii na później. W praktyce możesz zostawić zapas baterii na wjazd do centrum albo spokojną końcówkę trasy po mieście.
W danych BMW pojawia się też konkret, który warto zapamiętać: użyteczna pojemność baterii to 14,8 kWh, a maksymalna moc ładowania wynosi 7,4 kW. Ładowanie AC do pełna trwa około 11,5 godziny, więc ten samochód naprawdę najlepiej działa z wallboxem w domu lub w garażu. Bez tego plug-in hybrid nadal pojedzie, ale jego sens będzie mniejszy.
W codziennej eksploatacji liczą się też detale, które łatwo pominąć przy czytaniu specyfikacji:
- Przy jeździe miejskiej elektryczny zasięg około 40 km może wystarczyć na większość krótkich tras.
- Przy wyjeździe na autostradę tryb hybrydowy pozwala zachować elastyczność bez planowania każdego kilometra.
- W trybach Sport i Sport Plus silnik spalinowy pozostaje aktywny stale, więc auto zachowuje charakter klasycznego M.
- Tryby DYNAMIC i DYNAMIC PLUS, dostępne z M Drive Professional, przygotowują układ pod jazdę torową.
To ważne, bo pokazuje prawdziwą logikę tego modelu. M5 nie jest hybrydą po to, żeby tylko oszczędzać paliwo. Jest hybrydą po to, żeby dać więcej możliwości. Jeśli jednak nie ładujesz go regularnie, część przewagi znika, a zostaje głównie ciężki, drogi i bardzo szybki sedan. I właśnie dlatego tak istotne jest to, jak dobrze BMW połączyło technikę z wnętrzem.

Wnętrze i technologie, które naprawdę pomagają
W kabinie M5 nie próbuje ukrywać swojego charakteru. BMW Curved Display, system Operating System 8.5, M-specyficzne widżety i dopracowane ustawienia z menu M Setup pokazują, że to auto ma być równie dobre do codziennej obsługi, jak i do szybkiej zmiany konfiguracji jazdy. To nie są gadżety dla pokazania, tylko narzędzia, z których faktycznie korzysta się częściej, niż wielu kierowców przyznaje.
Na plus działa też to, że samochód nie traci praktyczności. Bateria została umieszczona w podłodze, więc BMW deklaruje brak ograniczeń dla kabiny i bagażnika. Bagażnik ma około 467 litrów, a wnętrze nadal mieści pięć osób. Przy limuzynie tej klasy to nie jest detal. To warunek, żeby auto naprawdę nadawało się do codziennej jazdy, a nie tylko do weekendowych przejażdżek.
Warto też zwrócić uwagę na rzeczy, które poprawiają komfort na co dzień, a nie tylko w folderze:
- Integral Active Steering ułatwia manewry i zmniejsza promień skrętu, który wynosi około 12,6 m.
- Adaptacyjne zawieszenie ma łączyć stabilność w zakrętach z tłumieniem nierówności w zwykłej jeździe.
- Apple CarPlay i Android Auto są standardem, więc integracja ze smartfonem nie wymaga kombinowania.
- Digital Key Plus pozwala otwierać auto telefonem lub zegarkiem.
- Opcjonalne wykończenie BMW Individual Full Merino Metallic ma podnieść wrażenie jakości, a nie tylko „dorzucić skórę”.
Z punktu widzenia kierowcy to wszystko składa się na jedno: to nadal pełnoprawna limuzyna premium, tylko znacznie bardziej zaawansowana technicznie. A skoro auto jest tak bogate w rozwiązania, naturalnie pojawia się pytanie o cenę i o to, kto faktycznie skorzysta na takim pakiecie.
Cena, wyposażenie i sens zakupu w Polsce
BMW podaje bazową cenę 119 500 dolarów, do której dochodzi 1175 dolarów opłat transportowych. To już pokazuje, że nie mówimy o aucie „na okazję”, tylko o bardzo drogim super-sedanie. W Polsce finalny koszt będzie oczywiście wyższy niż prosty przelicznik walutowy, bo dochodzą podatki, akcyza, transport i lokalna marża. Dla kupującego nad Wisłą ważniejsze od samej kwoty w katalogu jest więc pytanie, czy taki samochód ma sens jako codzienny wybór, czy raczej jako świadomie wybrana ekstrawagancja.
Gdy patrzę na opcje, najbardziej sensowne wydają mi się te, które realnie zmieniają charakter auta, a nie tylko jego wygląd. Karbonowy dach i ceramiczne hamulce redukują masę, a M Driver’s Package podnosi prędkość maksymalną do 306 km/h. Z kolei M Drive Professional ma większy sens dla osób, które naprawdę jeżdżą dynamicznie lub okazjonalnie odwiedzają tor, bo dodaje tryby bardziej agresywne i lepiej przygotowuje układ do intensywnej pracy.
To nie jest samochód dla kogoś, kto liczy każdą złotówkę na paliwie albo szuka lekkiej, analogowej limuzyny. To raczej wybór dla kierowcy, który chce mieć jedno auto do wszystkiego: dojazd do biura, długą trasę, szybkie wyprzedzanie i sporadyczną zabawę na torze. Jeżeli ktoś oczekuje głównie prostoty, niższych kosztów i mniejszej masy, łatwiej będzie mu odnaleźć się w słabszej lub starszej generacji. Jeżeli jednak priorytetem są osiągi i nowoczesność, trudno dziś wskazać bardziej kompletnego super-sedana.
Dlaczego ten M5 ma znaczenie właśnie teraz
W 2026 roku ten model pozostaje jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tego, jak zmienia się pojęcie sportowej limuzyny. Nie chodzi już wyłącznie o głośniejsze V8 i lepsze liczby na papierze, ale o umiejętne połączenie mocy, elektrycznej użyteczności, komfortu i codziennej funkcjonalności. Dla mnie najciekawsze jest to, że BMW nie próbowało zrobić z M5 elektryka udającego spalinówkę. Zrobiło auto, które otwarcie pokazuje kompromis: jest ciężkie, drogie i bardzo techniczne, ale w zamian daje zaskakująco szeroki zakres możliwości.
Jeśli ktoś ma dostęp do ładowania w domu i chce jednej limuzyny do pracy, tras i szybkiej jazdy, ten kierunek ma sens. Jeśli natomiast najważniejsze są lekkość, prostota i niższe koszty, lepiej chłodno spojrzeć na alternatywy. Właśnie dlatego nowy M5 nie jest tylko kolejnym szybkim BMW. To samochód, który pokazuje, dokąd naprawdę zmierza segment dużych sportowych limuzyn.