Pierwsza generacja Sorento to duży, klasyczny SUV z czasów, gdy Kia stawiała bardziej na mechanikę niż na modę crossoverów. Ja patrzę na niego przede wszystkim jak na narzędzie: do holowania, jazdy po gorszych drogach i spokojnego pokonywania długich tras, a nie jak na miejskiego udawacza terenówki. W tym tekście rozbieram go na praktyczne części: konstrukcję, silniki, komfort, typowe usterki i sens serwisowania po latach.
Najważniejsze informacje o pierwszym Sorento w jednym miejscu
- To body-on-frame SUV, więc ma twardszy, bardziej użytkowy charakter niż większość współczesnych crossoverów.
- Najrozsądniejszym wyborem zwykle jest diesel 2.5 CRDi, szczególnie po liftingu, gdy zyskał więcej mocy i lepszą kulturę pracy.
- Benzynowe V6 są gładsze i przyjemniejsze w brzmieniu, ale wyraźnie podnoszą koszty eksploatacji.
- Przy zakupie liczą się przede wszystkim: podwozie, stan napędu 4x4, historia serwisowa i ślady ciężkiej pracy.
- W 2026 roku to nadal sensowny SUV dla kogoś, kto szuka trwałości, prostszej konstrukcji i realnych możliwości poza asfaltem.

Dlaczego pierwsze Sorento nie jest zwykłym crossoverem
To auto nie zostało zbudowane po to, by udawać osobówkę. Pierwsze Sorento było klasycznym SUV-em na ramie, z napędem na tył lub 4x4 i reduktorem, więc jego rodowód bliżej stoi tradycyjnej terenówki niż miękkiego, miejskiego crossovera. Jak podaje Kia, od początku miało łączyć bezpieczeństwo SUV-a z wygodą auta osobowego, ale w praktyce czuć w nim masę, wyższy środek ciężkości i mechaniczny charakter, którego nie da się pomylić z nowym CR-V czy innym lekkim SUV-em.
- długość nadwozia wynosiła około 4 570-4 625 mm, a szerokość 1 885 mm;
- wysokość mieściła się mniej więcej w zakresie 1 735-1 815 mm, więc auto wyglądało poważnie i stało wysoko nad drogą;
- kabina była typowo pięcioosobowa, więc nie kupuje się go jako siedmiomiejscowego rodzinnego autobusu;
- testowany przez Euro NCAP egzemplarz ważył 2 115 kg i zdobył 4 gwiazdki, choć ochrona pieszych wypadła słabo;
- jeśli przesiadasz się z bardziej osobowego SUV-a, różnica w sztywności i masie będzie natychmiast wyczuwalna.
To właśnie ta konstrukcja tłumaczy, dlaczego Sorento I nadal ma sens dla osób, które chcą realnej wytrzymałości, a nie tylko wysokiej pozycji za kierownicą. Z tej bazy wynika też dobór silników, bo w tym modelu napęd robi większą różnicę niż kolor listwy w zderzaku.
Silniki i skrzynie, które naprawdę definiują ten model
Jeśli miałbym wskazać jedną decyzję, która najmocniej wpływa na ocenę tego auta, byłby to wybór jednostki napędowej. W praktyce najczęściej trafia się diesel 2.5 CRDi, a benzynowe V6 są rzadsze i kupowane raczej z myślą o kulturze pracy niż o ekonomii. Po liftingu z 2006 roku diesel dostał więcej mocy i lepszą elastyczność, a spalanie pozostało na rozsądnym poziomie jak na tak duży SUV.
| Wersja | Charakter | Moja ocena |
|---|---|---|
| 2.5 CRDi 140 KM | Wczesny diesel, dość głośny, ale sensowny w spalaniu i wystarczający do codziennej jazdy. | Dobry wybór tylko wtedy, gdy auto ma uczciwą historię i nie było katowane w ciężkiej pracy. |
| 2.5 CRDi 170 KM | Po liftingu dostał wyraźnie lepszy zapas momentu i lepszą kulturę pracy. | Najrozsądniejsza opcja dla większości kupujących; mniej emocji, więcej sensu. |
| 3.5 V6 | Gładsza praca, lepsza kultura, ale wyraźnie większy apetyt na paliwo. | Dla kierowcy, który chce benzynę i akceptuje wyższe koszty eksploatacji. |
| 3.3 V6 | Najmocniejsza benzyna w późniejszych odmianach, rzadziej spotykana na rynku. | Wariant dla świadomego kupującego, nie dla kogoś, kto liczy każdy litr. |
Warto pamiętać, że manual miał długi, trochę mało precyzyjny skok lewarka, a automat najpierw był 4-biegowy, później 5-biegowy. To nie jest skrzynia dla kierowcy, który oczekuje szybkiej reakcji na kick-down. Ja przy oględzinach patrzę więc nie tylko na moc, ale też na to, czy auto zmienia biegi gładko i bez wahania. Gdybym kupował Sorento do normalnego życia, najpierw szukałbym 2.5 CRDi po liftingu z pełną dokumentacją, a benzynowe V6 zostawiłbym osobom, które naprawdę chcą ich miękkiej pracy.
Jak jeździ i gdzie pokazuje swój charakter
Za kierownicą Sorento I szybko wychodzi na jaw, że to nie jest SUV do dokładnego rysowania łuków. Kierownica bywa nieco nieprecyzyjna, nadwozie przechyla się w zakrętach, a większe nierówności potrafią wstrząsnąć kabiną bardziej, niż życzyłbym sobie w aucie rodzinnym. Z drugiej strony na trasie i na słabszej nawierzchni ten samochód ma coś, czego brakuje wielu lżejszym crossoverom: spokój, stabilność i poczucie, że nie musi niczego udawać.
Reduktor, czyli dodatkowy zakres przełożeń do wolnej jazdy w terenie, robi tu różnicę większą niż w broszurze reklamowej. Zależnie od wersji Sorento miało prostszy system dołączanego 4x4 albo bardziej zaawansowany układ automatyczny, ale w obu przypadkach mówimy o aucie, które lepiej znosi wyjazd na błoto, śnieg, polną drogę czy przyczepę niż większość współczesnych SUV-ów z napędem nastawionym głównie na asfalt.
- na autostradzie jest spokojne i przewidywalne, choć nie tak ciche jak nowoczesne crossovery;
- w mieście czuć gabaryt i mniej zwrotny układ kierowniczy;
- na gorszej drodze widać jego terenowy rodowód, bo znosi obciążenie lepiej niż osobowe SUV-y;
- przy holowaniu sprawdza się dobrze, ale stan skrzyni, chłodzenia i napędu 4x4 trzeba kontrolować bardzo dokładnie.
Ja nie kupowałbym tego modelu dla frajdy z szybkiego pokonywania zakrętów. Kupowałbym go wtedy, gdy priorytetem jest komfortowy dystans, prostsza konstrukcja i samochód, który nie panikuje przy dziurawej nawierzchni. I właśnie z tego powodu na tle wielu crossoverów nadal wygląda uczciwie.
Na co patrzę przy oględzinach używanego egzemplarza
Tu najłatwiej popełnić błąd, bo tanie Sorento potrafi wyglądać okazale nawet wtedy, gdy jego podwozie i napęd są już zmęczone. W 2026 roku na polskim rynku wtórnym można znaleźć egzemplarze od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, ale różnica między sztuką „do dopracowania” a autem, które realnie da spokój, bywa ogromna. Ja zawsze patrzę najpierw pod samochód, a dopiero potem na wyposażenie.
| Co sprawdzam | Na co zwracam uwagę | Dlaczego to ważne |
|---|---|---|
| Podwozie i nadwozie | Korozja, ślady napraw, wgniecenia, świeża konserwacja nakładana na rdzę. | To najuczciwszy test historii auta, zwłaszcza jeśli jeździło w śniegu lub terenie. |
| Napęd 4x4 i reduktor | Reakcję na przełączanie trybów, hałas, drgania i opóźnienia w załączaniu. | Zużyty transfer case potrafi zamienić „prawdziwego SUV-a” w kosztowny problem. |
| Silnik i osprzęt | Nierówną pracę na zimno, dymienie, wycieki, stan turbo i wtrysków. | Stary diesel jest wdzięczny, ale nie lubi zaniedbań ani długich interwałów bez serwisu. |
| Zawieszenie i układ kierowniczy | Luzy, stuki, pływanie po drodze, zużyte tuleje i końcówki drążków. | Ciężkie nadwozie szybko obnaża każdy luz i każdą oszczędność poprzedniego właściciela. |
| Historia serwisowa | Regularne wpisy, wymiany płynów i potwierdzenie wykonania akcji serwisowej dotyczącej alternatora. | W tym aucie brak papierów to nie detal, tylko realne ryzyko kosztów. |
W praktyce zwracam też uwagę na stuki z deski rozdzielczej i stan wyposażenia elektrycznego, bo wiek auta robi swoje. Jeśli samochód wygląda na terenowy, ale nie ma na podwoziu żadnych śladów pracy, też nie zakładam od razu ideału. Czasem takie egzemplarze są po prostu kosmetycznie odświeżone, a nie naprawdę zadbane. To prowadzi prosto do serwisu, bo właśnie on decyduje, czy zakup będzie spokojny, czy tylko pozornie tani.
Serwisowanie i eksploatacja bez złudzeń
W starszym Sorento nie wygrywa ten, kto zapłacił najmniej przy zakupie, tylko ten, kto od razu zrobił porządny serwis bazowy. Ja przyjmuję prostą zasadę: jeśli historia jest niepełna, wymieniam wszystko, co podstawowe, i dopiero potem zaczynam jeździć. Dla oleju i filtra rozsądnym punktem odniesienia jest 15 000 km lub 12 miesięcy, a przy holowaniu albo jeździe po trudnej nawierzchni skracam ten rytm do 10 000 km.
| Zakres | Jak bym to ustawił | Po co to robię |
|---|---|---|
| Olej i filtr | Co 15 000 km lub raz w roku, a przy cięższej eksploatacji częściej. | Chroni turbo, rozrząd i cały osprzęt diesla przed przyspieszonym zużyciem. |
| Filtry paliwa i powietrza | Przy każdym większym przeglądzie, bez odkładania na później. | Diesel CRDi lubi czyste paliwo i swobodny przepływ powietrza. |
| Płyny napędu 4x4 | Po zakupie, a potem okresowo według stanu i sposobu użytkowania. | Reduktor i mosty nie wybaczają starych płynów oraz ciągnięcia ciężkich przyczep. |
| Płyn hamulcowy i chłodzenie | Co 2 lata lub od razu, jeśli nie ma pewności co do wymian. | Masa auta wymaga sprawnych hamulców i stabilnej temperatury pracy. |
| Ochrona antykorozyjna | Regularnie, najlepiej po sezonie zimowym i po myciu podwozia. | Sól i wiek są dla tego modelu bardziej groźne niż sam przebieg. |
Nie odkładałbym też diagnostyki skrzyni, przekładni i zawieszenia, bo w takim aucie jedna niedroga część potrafi uruchomić lawinę kolejnych wydatków. Jeśli masz Sorento z niepewnym przebiegiem, zadbaj najpierw o podstawy, a dopiero później o kosmetykę. To brzmi mało efektownie, ale właśnie tak utrzymuje się duży, ciężki SUV w dobrej kondycji.
Kiedy to Sorento nadal ma sens w 2026 roku
W 2026 roku ten model ma sens tylko wtedy, gdy akceptujesz jego wiek i wszystko, co z niego wynika: większe spalanie, głośniejszą pracę, bardziej surowe prowadzenie i wyższą wagę serwisu. W zamian dostajesz samochód o uczciwym, roboczym charakterze, który lepiej znosi zimę, dziury, przyczepę i gorsze drogi niż wiele nowszych crossoverów. Ja widzę w nim sens przede wszystkim dla osób, które chcą trwałego SUV-a do zadań specjalnych, a nie modnego dodatku do miejskiej codzienności.
Jeśli miałbym wybrać jeden kierunek zakupu, szukałbym diesla po liftingu, z pełną historią, suchym podwoziem i działającym napędem 4x4. Benzynowe V6 też mają swój urok, ale kupuje się je głową tylko wtedy, gdy koszty paliwa i obsługi nie są problemem. W tym modelu stan techniczny zawsze znaczy więcej niż sam rocznik, a dobrze utrzymane auto potrafi odwdzięczyć się jeszcze przez długi czas.